Jadę do sanatorium

W poszukiwaniu doznań i muzyki.

Cześć,

kolejna porcja inspiracji, pomysłów i zaskoczeń. Jeśli macie swoje, ślijcie. Chętnie puszczę w obieg. 

Wkrótce wybieram się na Festiwal Sanatorium Dźwięku.  Doładuję akumulatory. Nic w Sokołowsku nie jest przypadkowe. To enklawa, fragment rzeczywistości zawieszony pomiędzy przeszłości i refleksjami nowoczesności, które Sokołowsko ledwie liznęły - żadnych sushi barów, drzewek w betonowych donicach, lux pensjonatów, apartamentowców i spa salonów.

W połowie XIX w. dr Brehmen uruchomił w Sokołowsku pierwsze na świecie sanatorium dla gruźlików, wdrażając nowatorskie na tamte czasy kuracje klimatyczno-dietetyczne, i nawiązując do terapii Vincenta Priessnitza.  Na sanatorium wzorowało się szwajcarskie Davos. Neogotycki obiekt robi wrażenie. Niestety, był dwukrotnie trawiony przez pożar. Ciągle wymaga ratunkowych remontów. Wspaniale, że pojawili się pasjonaci z fundacji In Situ oraz ich przyjaciele. Bez nich budowla zamieniłaby się w kupę gruzu. 

Festiwal Sanatorium Dźwięku wpasowuje się w aurę miejsca. To wydarzenie wymagające uważności, a rytm życia w Sokołowsku jest niespieszny, więc wszystko się zgadza. Nie ma rozpraszaczy, chaosu typowego dla wakacyjnych festiwali. Nie trafiają do Sokołowska wakacjusze zwabieni headlinerami. Warto popróbować i skonfrontować własne doświadczenia i oczekiwania z tym, co oferują różne dźwiękowe eksperymenty, zabiegi i obiekty. Rzućcie okiem na program wydarzenia i kuratorskie wprowadzenie

Sokołowsko 2017. Fot. Tomasz Ogrodowczy.

To była INSPIRACJA.


POMYSŁ dotyczy koncertów w miejscach żyjących bez muzyki, a będących turystycznymi atrakcjami. W ostatnie tygodnie zjeździłem Dolny Śląsk, wzdłuż i wszerz, przygotowując rowerowym programem “Ruszaj z nami”. Odwiedzone miejscowości układają się w subiektywną mapę koncertowych miejscówek. 

Number one na mapie to Pałac Marianny Orańskiej. Wyobrażam sobie koncert ambitnej elektroniki, serwowanej np. w formule silence disco, na pałacowych tarasach. Rzecz nie w spędzie paru tysięcy osób, lecz w wydarzeniu o kameralnej skali i dużym kalibrze. Zobaczyć w Kamieńcu Ząbkowickim np. Tangerine Dream lub Orbital, marzenie.

Twierdza Kłodzka też robi wrażenie. To sieć bastionów i umocnień tak ulokowanych, że praktycznie koncerty mogą się odbywać w kilku miejscach jednocześnie. Kłodzko ma dogodne połączenie kolejowe z Wrocławiem. Zachodzę w głowę, dlaczego nie udało się stworzyć wydarzenia porównywalnego skalą np. z Castle Party w Bolkowie. Odpowiednia sceneria już jest.

Wreszcie, Srebrna Góra i górskie bastiony.  W kalendarzu imprez wypatrzyłem cykliczny Festiwal Piwa i Sera, nie znalazłem natomiast wydarzenia sensu stricto muzycznego. Szkoda.

Ktoś powinien wkroczyć do tych nisz z kreatywnymi pomysłami i know how. Jeździliśmy na festiwale w wakacje do Cieszyna, Mysłowic, Kazimierza, Płocka. Pojedziemy do Kamieńca Ząbkowickiego, Kłodzka lub Srebrnej Góry, a co.


ZASKOCZENIEM jest dla mnie łatwość z jaką polska prawica i konserwatyści pozwolili, by w sporze o równouprawnienie dla LGBT, ich forpocztą były środowiska skupione pod sztandarem walki z “tęczową zarazą”. Nie dość, że hasło źle się kojarzy, z nagonką i opresją, to jeszcze jest głupie.  

Tego światopoglądowego sporu, o zakres praw, nie rozstrzygną blokady parad i marszów równości. On rozstrzygnie się w niezliczonych prywatnych rozmowach i spotkaniach. Bolesnych, intymnych i przebudujących międzyludzkie relacje i codzienność.  Rozmowach osób nierzadko żyjących pod jednym dachem. Wykrzykiwane w gniewie i frustracji hasła “je...ć pedałów” mówią o emocjach, budzą zażenowanie i nie mają nic wspólnego z normalnością, której konserwatyści chcą bronić. Nikt o zdrowych zmysłach do tego typu haseł się nie odwoła. A nasi znajomi, przyjaciele, bliscy związani z LGTB, pod wpływem nienawistnego przekazu i wznoszonych modłów, nie znikną z rzeczywistości. 

Słaba musi być polska prawica, jeśli nie potrafi się od radykałów zdecydowanie odciąć. Niewielu musi mieć poważnych sojuszników, którzy nie przynoszą wstydu i do których postaw można się odwołać. Być może spór jest rozstrzygnięty i zmiany są nieuchronne, stąd emocje i bezradność. 

Znów było o polityce. Robię sobie od niej przerwę. Oby poniedziałek był dla nas łaskawy i znośny.

Andrzej