Prysznic #27

Chiny walczą z koronawirusem i testują społeczeństwo. Czekam na Thompsona i apokalipsę.

Cześć,

spieszę donieść z lekkim rozbawieniem, że moje nazwisko trafiło do niedzielnego magazynowego wydania NYT, co nie tyle dowodzi osiągnięć i przełomów w życiu pewnego wrocławianina, co loteryjnej przypadkowości. W tym przypadku związanej z pisaniem na Twitterze. Napisałem kiedyś, w paru zdaniach, o eksperymentach, które doprowadziły do narodzin muszek z fluorescencyjnymi oczami. Tweet odnotował NYT, a @Gambineri, na zlecenie magazynu i zainspirowany wpisem, stworzył obrazkową historyjką. Miłe i tyle. End of story.


Z a s k o c z e n i e m ostatnich dni jest dla mnie to, jak Chiny radzą sobie z epidemią wywołaną koronawirusem 2019-nCoV. Jest koronawirusów trochę, z czego poprzednie, dokładnie opisane przez naukowców - SARM i MERS - są dla człowieka jeszcze groźniejsze; przynajmniej do tej pory.

Zarządzanie epidemią to zarządzanie ludźmi, co w chińskiej skali jest przedsięwzięciem ogromnych dotykającym wolności, autonomii i bezpieczeństwa. Władza ograniczyła dziesiątkom milionów Chińczyków możliwość swobodnego przemieszczania się. Praktycznie zamknięto i odizolowano od reszty kraju kilkanaście miast. Życie publiczne zostało sparaliżowane. Doszło do niepokojów, np. w sąsiednim Hong Kongu tłum podpalił budynki, które chciano zamienić w ośrodek kwarantanny. Zdaniem protestujących był zlokalizowany za blisko obiektów mieszkalnych. Śledzę rozwój sytuacji, tym bardziej że nie wiadomo jak nowy koronawirus się mutuje i przechodzi na ludzi. Śledzę również opisany powyżej aspekt. Zwróćcie uwagę na wypowiedź eksperta, cytowanego przez “Washington Post”:

Only the Chinese government could implement draconian measures to such a large scale,” said Yanzhong Huang, senior fellow for global health at the Council on Foreign Relations. “It might be an example of resilience of the authoritarian state, especially in a crisis setting, but there is no strong evidence supporting that the approach will be effective.

Jeśli przyszłość widzi się nam jako pełna turbulencji i niepokojów, to czy chińskie rozwiązania, tak jak ich produkty, nie będą dostępne i wykorzystane na Starym Kontynencie? Mamy gwarancję, że to jest nierealne?


P o m y s ł mam jeden. Raczej nie pomysł, co wyzwanie, które na tą chwilę, przekracza zakres determinacji większości polskich miast. Ale może Wrocław, który lubi się pozycjonować w roli lidera w różnych dziedzinach, w końcu się odważy, choć to wyzwanie gospodarskie, żadnego splendoru i piarowych achów i ochów nie przynoszące. Wrocław powinien przeprowadzić inwentaryzacją przyrodniczą. Zadanie na lata i kosztowne. To byłby przełom, gdyż wiedza o zasobach przyrodniczych, rzutować będzie na to, jak postępujemy z miejskimi gruntami. Właściwie wywraca to urzędniczą rutynę i automatyzm zbywania gminnych działek np. pod zabudowę. Inwentaryzacja prowadzi do tego, że uwzględniamy w wartości terenu to, co na nim cennego rośnie i żyje. Może w ten sposób skończy się arbitralne i niejasne podejmowanie decyzji środowiskowych, które dają inwestorowi wolną rękę w niszczeniu cennej przyrodniczo przestrzeni (tniemy do spodu wszystko) pod rygorem przeprowadzenia rekompensaty czyli posadzenia w innej części miasta rzędów młodych drzewek. Czy z terenu, który został przekształcony przenosi się w nowe miejsce cała fauna i flora - wszystkie ptaki, jeże, zaskrońce, cenne chronione gatunki roślin? Co się z nimi dzieje, gdy zniszczeniu ulega biotop? Spróbujmy postępować racjonalnie i ograniczmy dewastację przyrody w mieście.

Inna sugestia: w Nowym Jorku miejskie drzewa mają tabliczki znamionowe z uaktualnianymi informacjami o ich stanie i przeprowadzanych zabiegach pielęgnacyjnych. W Berlinie policzono uliczne drzewa. Można próbować, można przynajmniej się starać.

Inwentaryzacja jest wyzwaniem, tak jak walka o zachowanie stabilnego klimatu. Ktoś mądry powiedział, że sytuacja dojrzała do tego, by świat zachodni zmobilizował się w porównywalnej skali jak poprzednie generacje w trakcie II wojny światowej. Należymy do zachodniej cywilizacji, lubimy się tym chwalić, więc czas to udowodnić.


Książki to najlepsze źródło i n s p i r a c j i. Zabieram się za "Królestwo lęku" Huntera S. Thomsona. Biegłość oraz brutalna szczerości w opisywaniu świata, oraz siebie samego, to cechy pisarza. Stajemy się poprzez język. Thompson to uświadamia.

Niewyczerpanym źródłem inspiracji jest muzyka. Coś zawsze z moich rozległych muzycznych wyborów przemycę w audycji w Radio Wrocław Kultura, ale tylko tu mam okazję pochwalić się kompilacją "Sound against Apocalypse". Ponad 7 godzin muzyki. W sam raz, aby posłuchać w poniedziałek w pracy.

Pozdrawiam,

Andrzej

Piszę, nagrywam i montuję. @andrzej_jozwik. Polecam uwadze cykl “Ciekawi ludzie w ciekawych czasach” i za subskrybowanie Prysznica dziękuję.

Share Prysznic


Prysznic to zbiór spostrzeżeń, które czasem przychodzą mi do głowy podczas zimnej kąpieli. Staram się je grupować w zaskoczenia, inspiracje i pomysły. Tematyka jest rozległa jak moje zainteresowania. Newsletter ukazuje się kilka razy w miesiącu. Jeśli chcesz się skontaktować, pisz na adres zetzero(at)gmail.com