Prysznic #5

Wino z koką, spacer, psychiatria i Witkacy na twitterze

Cześć,

próbuję się podkurować, więc będzie o medycynie. Przewrotnie. Pewnie wiecie, że nasi przodkowie upuszczali sobie krew w nadziei, że z krwią opuszczą ciało gnębiące trzewia przypadłości. To była praktyka dość popularna, nawet pod koniec XIX w. W tamtych czasach raczono się np. kokainowym winem, które reklamował papież Leon XIII. Wino miał przywracać wigor osłabionym członkom, działać kojąco na nerwy.

Jak widać, zmagania o zachowanie zdrowia przybierają skrajne formy. Pociągają za sobą ryzyko oraz przesadną wiarą w skuteczność zabiegów, które bywają błędne i znachorskie w przejawach. Ale o tym dowiadujemy się często poniewczasie.


Nie ryzykuję. Moja zdrowotna INSPIRACJA wiąże się z praktyką umiarkowaną. Monotonną i powtarzalną. To spacer. Jestem świeżo po lekturze artykułu o neurologu Shane’ie O’Marze It’s a superpower’: how walking makes us healthier, happier and brainier.

Regularne pokonywanie różnych dystansów - pieszo - w żwawym tempie, nie pozostaje bez wpływu na zdolności kognitywne, radzenie sobie ze stresem i lękami.  Jest to w artykule, w miarę obszernie uzasadnione.

Shane O’Mara podaje jako przykład postać znajomego, który doznał uszkodzenia mózgu, ale regularne marsze, połączone z rozmową, wydatnie mu pomogły, przywracając równowagę, dobry nastrój oraz pogłębiając zdolność sprawnego myślenia. Wszystko te ustalenia neurologa wiążą się z obserwacją procesów zachodzących w mózgu.

Spacer ceniło wielu filozofów, dostrzegając w nim kontekst odpowiadający na potrzeby intelektu oraz wyobraźni. Nietzsche miał twierdzić, że tylko myśli, które pojawiają się w głowie podczas marszu, są godne uwagi. 

Patrzę na to zdroworozsądkowo — lubię się szwendać, zwykle pokonując spore odległości. Nawet 10 km. Idąc z centrum Wrocławia na peryferia, gdzie mieszkam. Wyciszam się i odreagowuję godziny spędzone przy komputerze. Wszak lekarze biją na alarm: siedząc bez ruchu, ściągamy na siebie kłopoty - poczynając od chorób układu krwionośnego, po problemy z ciśnieniem i cukrzycą. Spacerujmy się więc, nawet bez celu.


O zdrowiu więcej poniżej. Wiążę się z nim przykre

ZASKOCZENIE

Społeczeństwo jest w kryzysie i wymaga zbiorowej terapii.  Ktoś powinien nas - tak to ujmę - przytulić i wysłuchać.  Bezradni, wzburzeni, wypaleni i tracący nad sobą kontrolę. Kto widział zdjęcia z kontrmanifestacji w Płocku i z Białegostoku, wie w czym rzecz: eksplozja frustracji. Wykrzyczany komunikat: rzeczywistość nas przerasta. Rzeczywistość mówi nam, że jesteśmy niepotrzebni i pominięci. Ale żeby była jasność, mam na myśli większe, zróżnicowane grono oraz szerszy społeczny kontekst. Mam na myśli pracowników korporacji, nauczycieli, policjantów, lekarzy. Nowaków i Kowalskich. Nie pomijam żadnej profesji. Uwzględniam wszystkich nękanych przez depresje i uzależnienia. To miliony.

Mamy epidemię samobójstw i nie mamy systemowej opieki psychiatrycznej. Czy można mówić o systemie jeśli na milion mieszkańców przypada ...90 psychiatrów? Gorzej jest tylko w Bułgarii. Co piąta nastolatka z Warszawy ma objawy depresji - wskazują na to ubiegłoroczne badania przeprowadzone wśród tamtejszych gimnazjalistek. W innych miastach pewnie jest podobnie. Tymczasem dziecięcych psychiatrów mamy ok. 400. 

Wg ubiegłorocznego raportu “Epidemiologia Zaburzeń Psychiatrycznych i Dostępność Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej”,  6 - 7,5 mln naszych rodaków boryka się z problemami psychicznymi. Najczęściej są to zaburzenia lękowe, uzależnienia i depresje. Parę milionów. Spory elektorat, na którym można politycznie żerować, a do tego zbiór tak rozproszony, rozparcelowany, pochowany po domach, miejscach pracy, wioskach, miastach i miasteczkach, że skala wyzwania umyka uwadze opinii publicznej, która przecież nie przyzna się do problemów i słabości, wspólnie wołając: pomocy!!


POMYSŁ będzie w miarę optymistyczny. Dla równowagi, by nie popaść w skrajność.

Chciałbym zobaczyć społeczną kampanię adresowaną do dzieciaków i szerzej, osób, które nie korzystają na co dzień z zasobów kultury, tej wyższych lotów. Kampanii, która polega na tworzeniu na Facebooku, Twitterze, Tumblrze, Instagramie profili postaci historycznych, literackich i filmowych. Witkacy, Gombrowicz, Curie Skłodowska, ks. Tischner. Cytaty, wyimki z twórczości, opinie o nich, fotografie i fragmenty wideo plus gify. Chciałbym follować na Twitterze Ignacego Rzeckiego z “Lalki”. Tak, aby przykuwały one uwagę, intrygowały; uwspółcześnione i urealnione. Nam bliższe.

Może ktoś z Was przetrze szlak i to zainicjuje? Może być nawet Silny z powieści Masłowskiej. Też jestem ciekaw tej postaci.

Do następnego razu.

Salut,

A.

P.S. Dziękuję za maile. Przepraszam za literówki i błędy. Proszę o sugestię i uwagi.